San Benito – z misyjnego pamiętnika

Przeglądałam ostatnio nasz misyjny pamiętnik i poniżej zamieszczam wpis sprzed dwóch lat- nasze pierwsze wrażenia z misji Paragwaju. Postrzegałam to miejsce jako  wymarzone i równocześnie trudne. Oto nasze misyjne zapiski.

 

Jesteśmy w Paragwaju w San Benito. To nasz dom na kilka miesięcy. Kolejne miejsce misyjne nas zaskoczyło. Zaskoczyło nas, że jest takie swojskie. Krajobrazy jak w Polsce, gdzieniegdzie tylko „zaburzone” bananowcami. Powietrze wieczorem o zapachu dzieciństwa na wsi. Codziennie świeże warzywa i owoce z ogrodu, mleko od krowy, jajka (kurze i nawet przepiórcze) bezpośrednio z kurnika, miód ze szkolnej pasieki. Marek wędzi kiełbasy i szynki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesteśmy na terenie szkoły rolniczej prowadzonej przez księży werbistów. Ojciec Dyrektor padre Damian jest z Togo, zastępca dyrektora padre Juan, i równocześnie  nasz opiekun misyjny, jest z Polski. Nauczyciele i uczniowie z Paragwaju.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Padre Juan

Okazało się, że na naszej kolejnej placówce misyjnej najbardziej przydatne są umiejętnością, zdolności i doświadczenie Marka. Pełni rolę „złotej raczki”. Naprawia, remontuje, mocuje, tnie, wycina. Marek jest cały szczęśliwy i w swoim żywiole. Położył płytki w kuchni. Zrobił wielki stół i ławki. Obecnie pracuje nad konstrukcją kominka i systemu ogrzewania do naszego misyjnego domku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na działania ewangelizacyjne też jest miejsce, choć chciałoby się więcej. Nasza kochana młodzież, która uczy się w szkole San Benito ma między 16 a 19 lat. Mieszkają w naszym internacie od niedzieli wieczór do południa w piątek. Mają bardzo dużo zajęć obowiązkowych w szkole. Ale codziennie o siódmej wieczorem mają dobrowolne zajęcia z Kasią misjonarką świecką  i/lub z nami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W niedzielę katacheza dla osób przygotowujących się do bierzmowania i chrztu. W poniedziałek spotkania grupy młodzieżowej, na którym również mówimy o Bogu i dobrze się bawimy. We worek próba chóru prowadzona przez ciocię Kasię, w którym Agnieszka chętnie uczestniczy. W środę młodzieżowa msza święta, a w czwartek wieczorne spotkanie na luzie. Opowiadamy np. o naszych misjach, o Polsce. Marek prowadzi też dwa razy w tygodniu zajęcia praktyczne dla chłopców np. w stolarni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A wkrótce planujemy ruszyć z warsztatami rozwoju osobistego i komunikacji. W piątek po południu nasza kochana młodzież wyjeżdża i pierwszy raz na misji czujemy, że mamy wolne weekendy. W niedzielę jedziemy na mszę świętą do kościoła oddalonego od nas o 9 km. Często w czasie mszy świętej mamy możliwość głoszenia i dzielenia się wrażeniami z naszych poprzednich miejsc misyjnych.

W San Benito jest dużo spokojniej niż w poprzednich placówkach misyjnych. Mam nareszcie czas na zintensyfikowanie nauczania Agnieszki (egzaminy z wszystkich jedenastu przedmiotów już w sierpniu). Wspaniale uczy nam się na świeżym powietrzu na tarasie przy świeżo zrobionym przez Marka stole.

San Benito to wymarzone miejsce: świeże powietrze, natura, spokojne tempo pracy, świeże produkty, fajni ludzie, spokojny rytm dnia (stałe punkty jak msza święta o 6  rano, obiad o 12, zajęcia dla młodzieży o 19). Mamy też przestronny dom. Marek już go fajnie podrasował. A jednak dla mnie jest to trudne doświadczenie. Nagle musiałam zwolnić i jestem w trakcie ostrego hamowania. W Kolumbii, Nikaragui i Panamie tyle się działo. Było dużo spontaniczności. Byliśmy też głównie w miastach, blisko cywilizacji. Teraz żyjemy prostym i spokojnym rytmem. Każdy dzień jest podobny. Nie ma wielkich wyzwań, niespodzianek. Ewangelizacji i spotkań z ludźmi jest znacznie mniej niż w poprzednich miejscach. Tęsknię za „dziać się” i kolumbijskim szumem. Jestem zaskoczona, że tyle kosztuje mnie hamowanie. Ale to ciekawe doświadczenie i na pewno Pan Bóg wie, co robi. Markowi i Agnieszce służy to miejsce i ten spokój. Mi jest ciężko, ale jestem pewna, że to doświadczenie przyniesie owoce i dla mnie w swoim czasie. Poza tym nikt nie obiecywał, że na misji będzie łatwo…. Ale dlaczego tak trudno jest mi w miejscu tak wymarzonym ?

 

53total visits,1visits today

O autorze

Zostaw wiadomość

*

captcha *